Świat byłby znacznie smutniejszy, gdyby nie było rzeczy smacznych. Wiedzieli już o tym nasi przodkowie i może nawet nadto sobie w tym zakresie dogadzali. W każdym razie kuchnia polska należała do najlepszych w Europie, słynęła z obfitości jadła i napojów. Z tej racji, aby mogła być strawna, musiała się posługiwać przyprawami, pierwotnie wyłącznie rodzimymi, jak kminek, chrzan czy mięta. Z biegiem czasu zaczęła czerpać wzory z krajów śródziemnomorskich, gdzie używanie przypraw ziołowych było szczególnie rozpowszechnione. Chlubą każdej dobrej polskiej gospodyni był właściwy sposób ich użycia, wpływający korzystnie na smak potrawy, przypadający do gustu biesiadnikom. Każdy rejon kraju miał swoje zwyczaje kulinarne i ulubione, odpowiednio stosowane przyprawy.

W każdym razie jest on za swoje zdrowie odpowiedzialny i choćby z tego względu powinien o nie dbać. W leczeniu, jak wiadomo, niebagatelną rolę odgrywa psychiczne nastawienie człowieka. I tu właśnie w terapii ziołami pomaga chyba wspomniane już „życzliwe” do nich nastawienie. Niezależnie od tego, leki ziołowe są znacznie lepiej przyswajalne przez organizm ludzki niż syntetyczne. Nie dają również na ogól niekorzystnych ubocznych skutków. Używane w postaci naparów czy wyciągów wpływają często wielokierunkowo, lecząc kilka organów jednocześnie. Aczkolwiek badania nad działaniem poszczególnych ziół prowadzone były od niepamiętnych czasów i istnieje w tym zakresie ogromny ładunek wiedzy, do dziś pozostaje tu jeszcze wiele do zrobienia.

Stosunek człowieka do roślin zielarskich kształtują jednak w największym stopniu względy materialne. Naturalnym dążeniem każdej istoty ludzkiej jest zachowanie pełnej sprawności fizycznej i psychicznej, a więc skoordynowane działanie wszystkich organów ciała. Zachwianie poprawnej czynności chociażby jednego z nich powoduje niedomagania, a nawet niekiedy katastrofę. Sygnałem alarmowym jest na ogół pogorszenie się samopoczucia, połączone z bólem lub obniżoną sprawnością fizyczną co odbija się naturalnie na działalności człowieka, a więc na jego możliwości pracy czy wypoczynku. Prof. J. Aleksandrowicz w książce pt. Nie ma nieuleczalnie chorych stwierdza: „Jest to oczywiste, że skoro śmierć stanowi nieodłączne zjawisko życia, to uzasadnione jest dążenie, by człowiek, jako śmiertelne ogniwo nieśmiertelnego łańcucha przeżył swój czas w poczuciu sensowności życia, a więc i zdrowia”.

Jednocześnie do roślin wrażliwych na pieszczoty wskazane było przemawiać czule, a przenosząc je do ogrodu umieszczać w miejscu niedostępnym dla niepożądanych oczu. Wprawdzie w tym okresie napływały nowe prądy oparte na starożytnej wiedzy o ziołach, ale i one pełne były pogańskich podań mitycznych. Starodawne miejscowe wierzenia łączono z nowymi, napływającymi z Południa i Zachodu, a często tworzono z nich formy pośrednie, nawiązujące już do chrześcijaństwa. Stworzyło to gmatwaninę legend, mitów i przesądów, o różnej wartości moralnej, a co najgorsze — uzależniało od nich wiarę chorego w uzdrowienie. Z biegiem czasu zaczęło to budzić sprzeciw ludzi światłych, w pierwszym rzędzie — Kościoła.

Roślina ta — według dawnych wierzeń — wyrastała na miejscach straceń z uryny wisielca. W chwili wyrywania wydawała ona jęk, zabijający wszystkie żywe stworzenia, stąd polska nazwa — pokrzyk. Nazywano go niekiedy również „wilczą jagodą”, gdyż soku z jego owoców dodawano do padliny rzucanej dla zatrucia wilków. Okres pierwszego chrześcijaństwa i średniowiecze, choć wiele zmieniły w psychice Słowian, nie zdołały przeobrazić ich całkowicie wewnętrznie. Pod skorupą chrześcijańskich form tlił się pogański nawyk wiary w gusła i zabobony. I może najsilniej zrósł się właśnie z zielarstwem. Nad niektórymi roślinami przed ich wykopaniem nakreślano znak krzyża dla odpędzenia diabelskich mocy.

Na terenie wszystkich zaborów powstawały ogniska nauk przyrodniczych, poszerzające wiedzę w tym zakresie. Ogniska te powstawały tam, gdzie znajdowali się ludzie światłego Umysłu i dobrej woli. W Wilnie na przykład był to ks. Bonifacy Stanisław Jundźwiłł, opracowujący florę Wilna oraz okolic i popularyzujący na tym terenie zielarstwo. Tu również w tym czasie J.G Wyżycki wydał swój niezwykle ciekawy Słownik ekonomiczno-techniczny, zawierający m.in. wiele opisów ziół i ich zastosowanie w różnych dziedzinach życia. Do opisania flory centralnych rejonów naszego kraju przyczynili się m.in. Ferdynand Karo oraz Jan Biegański, którzy spopularyzowali w swych książkach Ogródek zielarski przy szkole i Hodowla ziół aptekarskich uprawę roślin zielarskich.

W okresie przedrozbiorowym, w okresie hulanek i obżarstwa, szczególnie na dworach możnych, kunszt sporządzania potraw doszedł do perfekcji. Pomocą stały się przyprawy roślinne, głównie jednak zamorskie — importowane, choć używano także chętnie krajowych, takich jak karolek, kolendra, koper wioski, majora, rzeżucha ogrodowa i wodna, cebula prosta i hiszpańska, rokambuł, naszpikowany, anyż, barwnik z Wasilków, balsam polski, chrzan, czarnuszka, dzięcielina, szczypior, trybulka, chmiel, szałwia, rozmaryn, jałowiec, groch ziołowy i powidła bzowe. Nadmierne obżarstwo staje się przyczyną wielu schorzeń, które wymagają różnorakich leków. Kiedy w okresie rozbiorowym kraj utracił państwowość, naród polski ze swą wielowiekową kulturą począł szukać dróg wiodących do wewnętrznego odrodzenia.

Po tym uczonym przyszli następni, tacy jak Hieronim Spiczyński, Marcin Siennik (1568) czy Marcin z Urzędowa (1595). Ostatni z nich napisał Herbarz Polski, wydany zresztą już po jego śmierci. Był to ciekawy człowiek, który ukończył Akademię w Padwie i Krakowie, a jako kanonik osiadł potem w Sandomierzu, gdzie był nie tylko duchownym, lecz również sławnym lekarzem ludu. Autorem zielnika wydanego w 1613 r. był Szymon Syreński, tzw. Syreniusz, często w tej książce wspominany. Pochodził z Oświęcimia, ukończył Akademię Krakowską, wiele podróżował po Europie, a następnie został wykładowcą w swej macierzystej uczelni. Zielnik jego, jak to było naówczas praktykowane, zawiera wiadomości nie tylko o ziołach, ale także o zwierzętach i minerałach.

Pierwsza „apteka” istniała w klasztorze na św. Krzyżu już w początkach XII wieku. Nadal jednak tłumaczono sobie magią działanie roślin zielarskich. Uważano np., że właściwości ziół związane są z ich zewnętrznym wyglądem. I tak, sądzono, że tylko rośliny posiadające liście w kształcie serca zdolne są leczyć serce, a w kształcie nerek — nerki. Rośliny o kwiatach żółtych leczyły wątrobę, a owocnie w kształcie głowy—głowę. W klasztorach produkowano leki i od razu nimi leczono. Klasztorów jednak było niewiele, więc lud nadal leczył się po swojemu. Pierwsze wieki naszej państwowości były niespokojne i nie pozwalały jeszcze na rozwój własnej nauki i wiedzy. Zmiana nastąpiła dopiero z chwilą założenia w 1364 roku w Krakowie pierwszej Akademii.

Obecnie na terenie Polski naczelną jednostką w dziedzinie ochrony przyrody jest Ministerstwo Leśnictwa, a organ doradczy stanowi Państwowa Rada Ochrony Przyrody przy PAN w Krakowie. Społeczną rolę propagowania tej akcji nadal spełnia Liga Ochrony Przyrody. Ustawa z 1949 roku stanowi dotychczas obowiązującą podstawę prawną w tym zakresie. Zgodnie z tą ustawą wydzielono z ogólnego spisu roślin występujących na terenie kraju rośliny chronione, z podziałem na objęte ochroną całkowitą i częściową. Ochrona całkowita polega na pełnym wykluczeniu tych roślin ze zbioru, a częściowa — uzależniona jest od doraźnych zezwoleń na ograniczoną eksploatację w niektórych rejonach obfitszego występowania.